Życie na długim dystansie - sylwetka Jana Morawca, 86-letniego mistrza świata w biegu maratońskim

2019-10-10 15:44 Irmina Bauer

Jan Morawiec ma 86 lat, ale kondycję fizyczną lepszą niż większość nastolatków. Przebiegł w życiu ponad 120 maratonów, a pokonane kilometry pozwoliłyby mu okrążyć kulę ziemską aż czterokrotnie. I nie zwalnia tempa ani na chwilę. Na ostatnich Mistrzostwach Świata Weteranów w Brazylii zdobył złoty medal w biegu maratońskim.

Kolekcja pięknych nagród urodzonego w 1933 roku Jana Morawca jest imponująca: 100 pucharów, 200 medali, tytuł mistrza Polski i pięciokrotne wicemistrzostwo kraju. Jan Morawiec z Łodzi jest legendą polskiego biegania – biega od ponad 60 lat.

Początki przygody z bieganiem

Przygodę ze sportem zaczął jednak od kolarstwa. – Ścigałem się na składaku z późniejszym dwukrotnym zwycięzcą Tour de Pologne Janem Kudra. Szło mi całkiem dobrze. Ale pewnego dnia uległem dość poważnemu wypadkowi, zdarłem sobie skórę z pleców. Kiedy mama to zobaczyła, powiedziała: koniec, kolarstwa już więcej nie będziesz trenował – śmieje się pan Jan.

Był wysportowany, więc postanowił zapisać się na boks. Ale przygoda z ringiem nie trwała długo. Po trzech miesiącach w jego życiu pojawiła się bieżnia. – W jednej z gazet przeczytałem, że szukają młodych talentów w bieganiu. Poszedłem się sprawdzić. Bez żadnego przygotowania. No i wygrałem – mówi pan Jan. Tak rozpoczęła się lekkoatletyczna kariera łodzianina.

W czasach PRL maratony nie były w modzie, stawiano na krótsze dystanse. – A ja od zawsze lubiłem te długie. Mój trener powtarzał mi, że ważne są biegi na 3 czy 5 km, a maratony to będę biegał na emeryturze. Jak się okazuje, miał rację – śmieje się pan Jan. Zawodowo biegał przez kilkanaście lat. Karierę zakończył w 1968 roku. – Teraz biegają wszyscy: i młodzi, i starsi, ale w tamtych czasach inaczej patrzyło się na te sprawy. Kiedy miałem 35 lat, byłem już za stary na zawodowe uprawianie biegów. Sądzono, że mój czas już minął, że fizycznie nie dam rady – wspomina pan Jan.

Opuścił więc szeregi zawodowych biegaczy, ale z bieganiem się nie rozstał. Rozpoczął starty w mistrzostwach dla weteranów. Trenuje co drugi dzień. Każdy trening to od 17 do 20 km. To daje ponad 240 km miesięcznie! – I nic nie jest w stanie mojego męża powstrzymać. Żeby nie wiem jak padało czy wiało, on zakłada dres i biegnie – dodaje pani Jadwiga.

Jan Morawiec nie wspomaga się drogimi gadżetami. Tytuł mistrza zdobył biegnąc w butach za... 59 zł!

4 rekordy na 80. urodziny

Systematyczne treningi i siła woli przynoszą znakomite rezultaty. Jan Morawiec tylko w 2013 roku ustanowił cztery rekordy Polski w kategorii 80-84 lata:

  • 12. krakowski maraton zakończył z fenomenalnym czasem 4 godz. 1 min 24 sek.
  • XXII Międzynarodowy Półmaraton Uliczny ukończył z czasem 1 godz. 52 min 20 sek.
  • W biegu na 10 km poprawił własny rekord o ponad 3 minuty!
  • Bieg na 100 km w Kaliszu pokonał w 9 godz. 33 min 11 sek.

Start w mistrzostwach świata zawsze pozostawał w sferze marzeń. – Te odległe sny nieoczekiwanie zaczęły się zamieniać w rzeczywistość w ubiegłym roku – wspomina Jan Morawiec. Wszystko dzięki Ryszardowi Goszczyńskiemu, jego trenerowi. To on pewnego dnia uznał, że o talencie maratończyka-weterana powinien usłyszeć cały świat. By tak się stało, najlepiej, gdyby Jan Morawiec pobiegł w imprezie rangi światowej. Szansą na zaprezentowanie się całemu światu stały się Mistrzostwa Świata Weteranów w Lekkoatletyce – jedną z ich dyscyplin jest maraton.

Pan Jan czuł się na siłach. Problemem pozostawały koszty. Wyprawa do Ameryki Południowej była poza finansowym zasięgiem emeryta. – Gdyby nie Rysiek i jego zaangażowanie, nie dałbym rady polecieć do Brazylii. Mój trener włożył w przygotowania i organizację całe serce. To on dotarł do promującego aktywny styl życia seniorów Programu 60+, który został moim oficjalnym sponsorem – mówi.

Sensacja na mistrzostwach świata w Brazylii

27 października 2013 roku pan Jan – jako najstarszy zawodnik – przebiegł 42 km w Porto Alegre i zwyciężył! Sięgnął po złoty medal Mistrzostw Świata Weteranów w biegu maratońskim z czasem 4 godz. 4 min 37 sek. Sensacja! Najlepszy zawodnik z młodszej kategorii – 75 lat – przybiegł półtorej godziny za panem Janem.

Bieg po zdrowie

Jan Morawiec na co dzień nie zmaga się z żadnymi poważnymi dolegliwościami. Regularnie odwiedza lekarza, sprawdza, jak z tak ogromnym wysiłkiem radzi sobie jego organizm. I na razie tu także wygrywa. – Nie mogę narzekać na zdrowie. Jestem jak na swój wiek w doskonałej formie. Jedyne, co zażywam, to środki na wzmocnienie – mówi.

Potwierdza to żona pana Jana. – Mąż choruje niezmiernie rzadko. Z tego, co pamiętam, to w ciągu ostatnich dziesięciu lat był chory raz. Nie bywa nawet przeziębiony. Zdrowia i kondycji można mu pozazdrościć – dodaje pani Jadwiga.

Zdaniem Jana Morawca bieganie jest cudownym lekiem na całe zło. Podobnie twierdzą medycy, którzy znają pana Jana. – Lekarze, do których chodzę, kibicują mojej aktywności. Tylko raz trafiłem na takiego, który mi powiedział: „Jak chce pan żyć, to niech pan da sobie spokój z tym sportem. Niech pan lepiej posiedzi na ławeczce w parku”. Uśmiechnąłem się grzecznie, podziękowałem za radę, wyszedłem i więcej do niego nie wróciłem – wspomina pan Jan.

Miłość do pokonywania długich dystansów jest silniejsza niż wszystko inne

Orężem maratończyka-weterana jest systematyczność i hart ducha. Nie wspomaga się żadnymi drogimi gadżetami czy superosprzętowaniem. Tytuł mistrza zdobył biegnąc w butach za... 59 zł!

Uwaga, zboczeniec!

Dziś bieganie jest modne. Zapalonego maratończyka bardzo ta tendencja cieszy. – Pamiętam czasy, gdy w zawodach brało udział sześćdziesięciu zawodników, dziś liczba ta idzie w setki, a nawet tysiące. Kiedyś trenujący biegacz budził zdziwienie, a nawet przerażenie. Nieraz kiedy biegałem między blokami, ktoś krzyczał: uwaga, zboczeniec. Bo wielu osobom nie mieściło się w głowie, że ktoś o zdrowych zmysłach może biegać po osiedlu – opowiada pan Jan. Dziś jego obecność na ulubionej trasie Retkinia-Pabianice nie budzi już zdziwienia, a prawdziwy podziw.

Bieganie uzależnia

Kiedyś Jan Morawiec planował, że mistrzostwa świata weteranów zakończą jego karierę. Ale dla 86-letniego maratończyka ten sport to prawdziwe uzależnienie. – Bieganie jest jednak jak narkotyk – przyznaje w rozmowie. – W to, że mąż przestanie kiedyś biegać, to ja nie wierzę – mówi pani Jadwiga. Pan Jan także nie wyobraża sobie życie bez biegania. Tak długo, jak pozwoli mu na to zdrowie, będzie kontynuował swą pasję. Miłość do pokonywania długich dystansów jest silniejsza niż wszystko inne.

– Może bieganie to nawet takie moje przeznaczenie? Wszak od lat mieszkam przy ul. Maratońskiej, a i życie pokazuje, że z natury jestem długodystansowcem... W tym roku będziemy obchodzić z żoną 45. rocznicę ślubu – dodaje z uśmiechem.

miesięcznik "Zdrowie"

Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.

NOWY NUMER

W numerze 12/2019 "Zdrowia" wszystko o fizjoterapii, operacja "przez dziurkę", leczenie raka trzustki, kim jest asystent zdrowienia, zielone biuro, antyrakowe menu, idealna koloryzacja. Miesięcznik "Zdrowie" to pakiet rzetelnej wiedzy i sprawdzonych porad!

Dowiedz się więcej
Miesięcznik Zdrowie 12/2019
KOMENTARZE